Sprawozdania

Re: Sprawozdania

Postautor: Edgar Alexander dodano: 31 lip 2020, 21:37

Amnezja - Edgar

1. Data, godzina zdarzenia: 09.07.20, 20:00 - 01:00, 15.07.20, 19:30 - 01:00.

2. Opis wydarzenia:

Znacie to uczucie, kiedy budzicie się skacowani po ostrej imprezie? Głowa pulsuje, całe ciało jest obolałe i sztywne. Mięśnie są zmęczone, w kościach gryzie, a pamięci ostatnich wydarzeń brak. Ostatnia rzecz jaką pamiętasz, to kiedy otworzyłeś tą jedną butelkę za dużo. Takie mam wspomnienia ze studiów. I takie, w pewnym sensie, miałem doświadczenie jak się wybudziłem. A do tego, tak jak nieprzyjemnie niektórzy moi znajomi obudzili się na wytrzeźwiarce otoczeni przez funkcjonariuszy, tak ja również dostałem swoją oczekiwaną sprawiedliwość. Gdy otworzyłem oczy, znalazłem się wokół znanych mi droidów YVH, ubranych w kombinezony Umbaran oraz głowę całej zbieraniny - Sitha. Był tam też Tash Q’aah, jeden ze schwytanych przez Zespół Bis komandosów. Wiedziałem, czemu się tam znalazłem - miałem oddać życie za Nexu. Byli schwytani, Sith chciał mnie, zapewne w związku z moim klonem. Coś więcej? Nie miałem pojęcia o jakichkolwiek planach,d ani nawet kto i w czym mnie dostarczył. Czysta karta, jak po piciu. Tylko po alkoholu, nawet po dobrej imprezie potrafi nadejść wątłe poczucie satysfakcji, że przeżyło się coś fascynującego i ekscytującego, o czym z ochotą i patologiczną dumą będzie się mówić kumplom. Tutaj tak nie było. Wyłącznie smak porażki.

Oczywiście, nawet wtedy opcje miałem dwie. Mogłem stawiać opór albo się poddać kompletnie. Druga opcja była w pewnym sensie ostatecznością, bo i tak nie miałem zamiaru ryzykować życia Nexu. Jedyne co mogłem, to liczyć, że może jakimś cudem znajdę jakieś okno ucieczki albo Jedi mają ukryty plan w realizacji. Stąd, na tyle na ile mogłem, grałem na czas. Nie było to wcale takie trudne, widzieli we mnie - może i słusznie - kompletnego bezmózga i upośledzone zwierzę, w pełni zerowe zagrożenie. Sith nie bawił się ze mną i przeszedł do konkretów. Nie planował mnie zabić, ani odebrać mi tożsamości. Skrzywdzić? Definitywnie. Dobrze się przygotowali na upodlenie mnie - wyłączyli mi protezy, więc byłem praktycznie bezbronny. Mogłem tylko rozmawiać, co też czyniłem.

Gdy w pełni odzyskałem przytomność, Sith zaczął sprawdzać mój umysł Mocą. Nie miał zbytnio czego szukać dzięki usunięciu mojej pamięci przez rycerza Hookera. Mimo to nie chciałem dać mu nic, nawet najbardziej błahej informacji. Nie mogłem aktywnie się bronić, stąd po prostu zaakceptowałem i przyjąłem to poczucie upodlenia, bólu i dyskomfortu pochodzące od wertowania mojej głowy przez niego. Zamiast płynąć pod prąd, płynąłem z nim. Chyba udało mi się w jakimś stopniu zakłócić obraz naszej grupy, aczkolwiek nie zostawiło mnie to w najlepszym stanie. Nie miało to zapewne zbyt dużego efektu… ale zawsze jakiś.

Kiedy w końcu zaczęliśmy rozmawiać… cóż, nie liczyłem na przetrwanie, ale i tak próbowałem pozyskać jakieś informacje, na wszelki wypadek. Starałem się zapamiętać wszystko co mówił, a mówił różne rzeczy. Przykładowo powiedział, że nie jest już wściekły na mnie za porażkę na Kalist. Określał mnie podróbką Bisa, sugerując, że tamten “coś we mnie widział”. Ostatecznie kazał mnie odnieść do celi. Ja podjąłem wtedy jedyną taktykę, jaka w danym momencie wydała mi się logiczną drogą do pozyskania informacji - zacząłem atakować Sitha jako Vongowego kolaboranta. On sam nie widział we mnie zagrożenia i zignorował to. Co innego z jego eskortą, Umbaranka eskortująca mnie nie przeszła wobec tych oskarżeń obojętnie. Broniła go. Powiedziała, że Sith pomógł im, kiedy wszyscy się odwrócili. A pomógł im walcząc z Vongami podczas wojny, na Umbarze. Pomagają mu w ramach wdzięczności, aczkolwiek nie widzieli problemu w wykorzystywaniu przez niego vongotworów. Raczej na pewno nie uwierzyła w moją opowieść, ale czy wskazuje to na obojętność względem kolaboracji z najeźdźcami, czy zdroworozsądkową nieufność wobec wroga? Nie mam pojęcia, ale na pewno rzuca to pewne światło na przeszłość Sitha i jego towarzyszy.

W samej celi nie miałem zbyt wiele do zrobienia. Byłem obserwowany przez kamery, przywiązany bez możliwości poruszania się, w podłodze były kraty uwalniające gaz, a drzwi zespawano. Czekałem tak, aż Umbaranie wrócili i zabrali mnie na prom. Byłem gdzieś wywożony, ale gdzie i po co? Nie miałem pojęcia. Prom na który mnie zabrano pilotował YVH, a ja bałem się najgorszego. Miałem jednak protezy powoli wracające do formy, a zamknięto mnie w szczelnej celi pokrytej metalem. Postanowiłem spróbować zbudować sobie fundament do ucieczki, jeżeli taka mogłaby mieć miejsce. Chciałem wyjąć kabel zasilający pole w drzwiach do celi za pomocą Mocy, ale zrobiłem to stanowczo za szybko i za dużo. W promie zawył alarm, a mnie ponownie zaciągnięto na pokład korwety Zespołu Bis. Umbaranie byli przekonani, że to moja sprawka i gotowi byli mnie ukarać, ale Sith wprost przeciwnie. Oprócz złego działania pola szwankowały też drzwi do śluzy i znajdujący się w niej właz. Podpięto wszystkie te dziwactwa pod jedną przyczynę, wykluczając przy tym jakiekolwiek żywe istoty, tak jak i mnie. Doszli do wniosku, że odpowiedzialny jest jakiś artefakt i postanowili się ewakuować. Spodziewałem się, że to efekt działań Jedi, ale nie miałem pojęcia jaki, czego mogłem się po nim spodziewać, ani co oznaczał. Byłem tak w kropce, jak i oni. Tasha, mnie, wszystkie droidy i załogę zapakowali na prom. Mnie kazali znowu ogłuszyć. Tuż przed ogłuszeniem próbowałem zmniejszyć moc karabinu jakim we mnie celowano. Nie wyszło tak jak chciałem. To był ostatni raz, kiedy czułem Moc.

***

Wybudziłem się ponownie w nieznanym mi miejscu, Moc wie po jak długim czasie. Wracałem do siebie powoli, zrujnowany w sposób trudny do opisania i nie do porównania z najgorszymi ranami wojennymi. Czułem się jakbym musiał na nowo nauczyć się władać własnym ciałem. Jakakolwiek praca umysłowa była katorgą. Kiedy zacząłem pojmować rzeczywistość wokół siebie, moim pierwszym odruchem było sięgnąć ku Mocy i wzmocnić się za jej pomocą… ale nie odpowiedziała. Wraz ze wszystkimi chorymi eksperymentami jakie na mnie przeprowadzono odebrano mi również Moc. Tam, gdzie były kształty, dźwięk, doznania znane każdemu z Jedi, teraz tkwiła cisza. Nie czułem nic poza podstawowymi fizycznymi zmysłami, a jakakolwiek próba sięgnięcia dalej, nawet najbardziej podstawowa, kończyła się totalną porażką. Nieważne czego się chwytałem i czego próbowałem, Moc była poza moim zasięgiem, jakby nigdy nie istniała. Tam, gdzie kiedyś była Moc, teraz tkwiła pustka.

Kiedy pojawił się lekarz, udawałem częściowe upośledzenie mowy, licząc, że jakoś przedłużę cokolwiek Sith miał w planach, ale nic to nie zmieniło, wręcz uznał bełkot za bardziej pasujący do mojej osoby. Tasha już nie było, a zamiast niego na sąsiednim łóżku leżał pan Donram. Byłem zrujnowany na tyle, że nie pojmowałem wszystkiego, co było mówione wokół. Co jednak pamiętam, to opowiem.

Tym razem rozmawialiśmy dużo dłużej. Mój upodlony i zniszczony, pozbawiony Mocy stan chyba sprawiał mu przyjemność. Wierzył, że zostałem posłany na śmierć, z góry spisany na straty. Nazwał rycerza Hookera upośledzonym Sithem udającym Jedi. Samych Jedi określał jako plugawą skrajność, którą zamierza unicestwić. Ciekawiło go jednak kilka rzeczy, na przykład moja motywacja trzymania z gardzącą i plującą na mnie grupą. Mówił, że między nim i Bisem była relacja oparta na szacunku i wzajemnych korzyściach, kontrastująca z moją z Jedi. Widział we mnie kogoś tak bezwartościowego, że aż niegodnego nazwania wrogiem. W jakiś sposób było mu chyba nawet przykro. Nie zaprzeczył bycia Sithem kiedy zasugerowałem to swoim pytaniem, aczkolwiek mówiłem o tym w kontekście ideologii, z którą wyraźnie się zgadzał, jakkolwiek ją rozumiał. Na koniec powiedział, że nas wypuści - mnie, Donrama i Vreyxa. Nikogo więcej, jako pierwszy akt “łaski”.

Wtedy popełniłem swoją pierwszą gafę twierdząc, że Jedi nie potraktują tego jako akt łaski. Stwierdził, że w takim wypadku nie wypuści nikogo. Próbowałem jakoś to odkręcić i wykupić uwolnienie Nexu, ale nie udało mi się. Byłby gotów mnie zatrzymać i uwolnić część Nexu, jeżeli odpowiedziałbym mu na pytanie, jak Jedi udało się przemycić Pożeracza Światów myśliwcem. Wtedy nie miałem pojęcia o czym mówił, a mój argument nie przeszedł. Dwójka Nexu wróciła razem ze mną, ale to już zasługa pana Donrama. Komandos wynegocjował, że Jedi na pewno potraktują to jako akt łaski, a dodatkowo za samych Nexu Sojusz zapłaci okup. To wystarczyło. Ja również zostałem wysłany jako bezużyteczny bonus. I teraz, po tym wszystkim, ciężko się z tym określeniem kłócić.

Na koniec Sith powiedział, że po realizacji ich celów nastawnie pokój, porządek i równowaga dla wszystkich - cokolwiek tylko miał na myśli przez te słowa. Potem zostałem uśpiony i obudzony w zamkniętym kontenerze z Vreyxem i Donramem. Mieliśmy kontakt z osobami pilnującymi nas - nie byli to Umbaranie, ani YVH, a zapewne kolejne rzezimieszki w stylu porywaczy z Hakassi, czy zabójców krabów. To wszystko. Bez Mocy, z dezaktywowanymi protezami nie mogłem zrobić nic i w sumie nawet nie próbowałem. Ten tekst pisałem w drodze powrotnej do bazy. Część Nexu jest u nas. Reszta jest trzymana jako zakładnicy, zapewne by powstrzymać nas przed dalszą ingerencją w działania Sitha. On czegoś od nas nadal chce, naturalnie. Czego konkretnie? Tego już wkrótce się dowiemy.

3. Ewentualne uwagi sprawozdającego:

4. Autor raportu: Uczeń Jedi Edgar Alexander
Obrazek
Awatar użytkownika
Edgar Alexander
Uczeń Jedi
 
Posty: 618
Rejestracja: 18 wrz 2015, 12:09

Poprzednia

Wróć do Informacje

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości